Oficjalna strona 1 Liceum Ogólnokształcącego w Łańcucie

Nieco spóźnione, choć zawsze na czasie - słów kilka o "Adamusie"

Napisano: 5 Grudzień, 2007 - 22:47 przez macieknycz

„Adamus” zawsze funkcjonował w mojej świadomości jako swoiste niebo, cos dla ludzi niezwykłych, wybranych, przestrzeń nieosiągalna... „Są zwykłe konkursy, potem długo, długo nic…i Góra”- powtarzałem sobie przez ostatnie dwa lata, kiedy znałem ją tylko z opowiadań. Aż tu nagle przydarzyła się sposobność uczestnictwa…

Czwartek, 15-ty listopada. Długa, monotonna jazda, najpierw pociągiem, potem autobusem. Za oknem późnojesienna aura, szarość i zimno. W zacnym, artystycznym towarzystwie- z prof. W. Kluz-Chłandą i Martą Panek- przemierzamy drogę tak niemałą, że Góra wydaje się być odludnym końcem świata. Na miejscu znaleźliśmy się dopiero na wieczór.

Pierwsze spotkanie z górowską rzeczywistością nastąpiło w szkolnym internacie. Tam przywitała nas życzliwa i serdeczna obsługa oraz współuczestnicy- ludzie niezwykle ciepli, komunikatywni i otwarci. Długie rozmowy przy cieplej herbatce tak były bezpośrednie i przyjacielskie, ze nawet najbardziej zmęczeni drogą nieprędko odeszli od stołu.

Następny dzień to oficjalne rozpoczęcie konkursu. Po śniadaniu ruszyliśmy do szkoły, gdzie przywitał nas transparent „Adamus 2007. Witamy Mistrzów Słowa”. Potem rejestracja w recepcji, możliwość szybkiego obejścia budynku, zajrzenia na cudowną aulę, przed którą losowaliśmy kolejność wystąpień, chwila na rozmowy w kuluarach … i pora zaczynać.

W miłej, kameralnej atmosferze słuchaliśmy siebie nawzajem. Wybrzmiewały w mistrzowskich, perfekcyjnych interpretacjach fragmenty „Dziadów”, „Pana Tadeusza”, ballady, liryki…Aż nadszedł czas na mnie. Arcywysoki poziom przesłuchań podziałał na mnie tak oszałamiająco, że w mojej głowie kłębiły się pytania: „Jak to powiedzieć? Jak wypaść dobrze miedzy takimi profesjonalistami?” Czasu jednak na tego typu dywagacje po prostu nie było. Z walącym jak młot sercem stanąłem przed audytorium…i przeżyłem wielkie zaskoczenie. Publiczność, przy wcześniejszych prezentacjach raczej powściągliwa w okazywaniu emocji, zaśmiewała się serdecznie z zaprezentowanego przeze mnie wiersza Jonasza Kofty „Epitafium dla frajera”. Faktem jest, że wiersz ten jest, mimo głębokiego przesłania, niezwykle dowcipny, a moja interpretacja również dodawała mu swoistego komizmu…ale takiej reakcji po prostu nie byłem w stanie przewidzieć. Odetchnąłem z ulgą, bo czyż jest lepsza ocena dla wykonawcy za jego występ niż szczery uśmiech?

Po południu zamieniliśmy się rolami- to przewodniczący jury, Zbigniew Waleryś, występował przed widownią złożoną z uczestników konkursu. W monodramie „Ja jestem Żyd z Wesela” zachwycił energią, charyzmą, możliwościami głosowymi.

I tak nadszedł wieczór dnia pierwszego. Wieczór niezwykle długi i interesujący- czekały nas bowiem konsultacje z jurorami. Już po kolacji zaczęły powstawać komitety kolejkowe i strategie wzajemnego się powiadamiania… A później dłuuugie czekanie. Jury było tak rozmowne, ze konsultacje rozpoczęte ok. 20.00, zakończyły się w godzinach porannych. Ale warto było! Co ciekawe, niektórym tak spodobało się siedzenie pod drzwiami jurorów, ze po usłyszeniu opinii na temat swojej recytacji… wracali tam ponownie, by śpiewać, opowiadać przeróżne historie czy też po prostu wspierać jeszcze czekających.

Po krótkiej nocy przywitał nas kolejny dzień- już ostatni w górowskim raju. Po śniadaniu przyszedł czas na próbę gali. Punktualnie o wyznaczonej godzinie zebraliśmy się w auli, by „pod batutą” p. Maćka Kostyka- organizatora i pomysłodawcy „Adamusa”- przygotować występ na wielką, finałową galę. Niecodzienne pomysły, mnóstwo pozytywnej energii, wielka charyzma i umiejętności pomogły sprawnie i sympatycznie przeprowadzić próbę.

I wreszcie gala… Zapala się światło, odsłania kurtyna, muzycy rozpoczynają nastrojowym „Do kołyski” Dżemu (w wykonaniu m.in. reżysera całej gali- p. Kostyka) .Gramy. Z najlepszymi z najlepszych. „Trwaj chwilo, jesteś piękna”- chciało by się wyrzec za Faustem. Już bez tremy staję przed mikrofonem z „Frajerem”. Po prostu robię swoje najlepiej jak tylko umiem.

Później nastąpił najprzyjemniejszy chyba element całej uroczystości- wszyscy artyści zostali zaproszeni przed scenę i wśród burzy oklasków uhonorowani pamiątkowymi dyplomami, maskami teatralnymi i pięknymi, herbacianymi różami. Stąd już tylko prosta droga do nagród, wyróżnień, przyznania „Złotego Adasia”, który w tym roku pojechał do Wrocławia.

Po gali zaproszono nas na pożegnalny bankiet, później gratulacje, pożegnalne uściski, i żegnaj Góro, żegnajcie cudni artyści, prawdziwi „Książęta na obłokach”! W pamięci naszej jesteście na zawsze.

( Kategorie: )

Zobacz koniecznie














I LO Biuletyn Informacji Publicznej

Gesamtschule Reichshof


Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji

POLITECHNIKA RZESZOWSKA im. Ignacego Łukasiewicza
Banner Lion Film - Się nie boi

TV ŁAŃCUT

PROMAR

PNWM

Użytkownicy online

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 15 gości.

Subskrybuj

Subskrybuj zawartość